wedrowki.radom.pl

Radom – Iłża 96 km

Data: 07.08.2021 r.

Radom – Sołtyków – Budy – Kolonia Gębarzów – Stara Wieś – Bardzice – Józefów – Bukowiec – Zalesice – Łączany – Pomorzany – Stanisławów – Tyce – Gaworzyna – Pakosław – Starosiedlice – Iłża – Malenie – Jedlanka Kolonia – Jedlanka Stara – Jedlanka Nowa – Wólka Maziarska – Wólka Gonciarska – Dębniak – Niedarczów Górny – Grobla – Odechów – Odechowiec – Kłonowiec – Kłonowiec Kurek – Kazimierówka – Kolonia Bogusławice – Maków – Małęczyn Stary – Janów – Radom.

Mapka (dokładny ślad GPS na dole strony)

Sobotni letni dzień po kilku dniach deszczowych zapowiadał się bardzo ładnie. Prognozy pogody przewidywały niewielkie zachmurzenie przy maksymalnej temperaturze ok. 24 stopni Celsjusza. Wycieczka została zaplanowana spontanicznie w ostatniej chwili. Zastanawiałem się, czy wybrać się na krótszą trasę bez spisywania relacji i ostatecznie po przejrzeniu map zdecydowałem się na realizację ciekawej trasy na południe od Radomia do Iłży. Z domu wyjechałem dość późno bo dopiero o godzinie 12:10, lecz miałem cały letni jeszcze długi dzień przed sobą i do pokonania około 80 kilometrów, które jak się później okazało troszkę się zwiększyły w wyniku pewnej pomyłki na trasie. Jeśli chcesz dowiedzieć się jakie przygody spotkały mnie po drodze i co ciekawego zobaczyłem to zapraszam do przeczytania relacji z rowerowej wycieczki.

Pierwsze kilometry trasy pokonywałem w ruchu miejskim po ścieżkach rowerowych. Z uwagi na to, że mieszkam w północnej części miasta to już na wstępie miałem za zadanie przejechać cały Radom. Wybrałem szybkie ścieżki rowerowe: wzdłuż ul. Warszawskiej, Szarych Szeregów i dalej przez osiedla Ustronie i Prędocinek. Z małym niepokojem patrzyłem na niebo, gdzie kłębiły się chmury i zastanawiałem się czy prognozy pogody się dziś sprawdzą. Ostatnie dwa dni były bardzo deszczowe z niską temperaturą jak na tę porę roku i sobotni dzień był niejako powrotem lata. Miałem nawet wrażenie, że delikatnie kropi deszcz. Jadąc na południe czułem dość silne chwilami podmuchy wiatru utrudniające trochę jazdę. Ja jednak rozgrzewałem mięśnie i wiedziałem, że za chwilę będzie się lepiej jechać. Gdy wyjechałem z Radomia chmur na niebie zrobiło się trochę mniej i zaraz za Sołtykowem wjechałem w kolejną ścieżkę rowerową, która zaprowadziła mnie przez sąsiedztwa ładnych lasów do Bardzic, gdzie zrobiłem krótką przerwę.

W Bardzicach byłem już podczas poprzednich wycieczek natomiast z uwagi na piękny drewniany Kościół postanowiłem jeszcze raz go obejrzeć i zachwycić się nad jego architekturą.

„Kościół p.w. Świętego Andrzeja Boboli (pierwotnie p.w. Świętej Trójcy) z lat 1771 – 73. Zbudowany w Białobrzegach z fundacji Pawła Boskiego podkomorzego czerskiego. Prześniony w obecne miejsce z w latach 1955 – 56. Remontowany w latach 1973 – 78 z wykonaniem polichromii. Kościół drewniany, jednonawowy konstrukcji zrębowej. Orientowany, zbudowany z drzewa modrzewiowego. Mniejsze prezbiterium od nawy, zamknięte trójbocznie z dwoma bocznymi zakrystiami. Kruchta od frontu i boku nawy z kapliczkami nad wejściami. Wejście od frontu osłonięte gankiem dwukolumnowym. Dach dwukalenicowy, kryty blachą miedzianą z ośmioboczną wieżyczką na sygnaturkę. Zwieńczoną hełmem blaszanym z latarnią. Wewnątrz strop płaski. W otoczeniu kościoła liczne rzeźby i kapliczki, z wyróżniającą się Świętego Franciszka z Wilkiem. W ogrodzeniu z gontowym daszkiem okazała drewniana brama zwaną „Bramą Tysiąclecia” i kapliczki Drogi Krzyżowej.” Źródło: www.kosciolydrewniane.pl

Po krótkiej przerwie i orientacji papierowej mapy postanowiłem jechać dalej. Droga prowadziła mnie przez urokliwe małe wsie: Józefów i Bukowiec za którymi przejechałem przez las dający przyjemny cień. Minąłem dalej od drogi położoną leśniczówkę i wyjeżdżając z kolejnej wsi Zalesice oczom moim ukazał się piękny widok na horyzoncie pasma Gór Świętokrzyskich, które po chwili zostało zakryte. Droga coraz częściej prowadziła pod górkę i z górki a wiatr nie chciał przestać wiać, dlatego prędkość chwilami spadała poniżej średniej co nie zniechęcało mnie do dalszej jazdy. Mijałem kolejne pola kukurydzy i szybko obracające się wiatraki, które pokazywały kierunek wiejącego wiatru. Skręciłem w lewo w kierunku Łączan i od tej pory przez chwilę wiatr wiał w plecy co pozwoliło nieco odpocząć i przyśpieszyć. Na pierwszym większym skrzyżowaniu skręciłem w prawo i po kilku minutach dotarłem do Pomorzan. 

Dziś zdecydowałem się jechać głównie asfaltowymi drogami z uwagi na pozostałości deszczu i późną porę wyjazdu z domu. Pozwoliło to w miarę szybko pokonywać kolejne kilometry podziwiając okolicę. Na okolicznych polach było już przeważnie po żniwach. Zaobserwowałem bociany szukające pożywienia w niedawno skoszonym zbożu. Następną przerwę zrobiłem przy starym zabytkowym wodnym młynie w Stanisławowie. Młyn sąsiaduje ze stawami hodowlanymi. Zjadłem kawałek zabranego ze sobą ciasta i pojechałem dalej. Do Iłży było coraz bliżej, gdy po orientacji mapy w Pakowsławiu zdecydowałem się przejechać przez Starosiedlice w których na mapie był zaznaczony na czerwono zabytkowy dworek. Tak jak już wielokrotnie pisałem nigdy wcześniej nie sprawdzam mijanych miejsc licząc na niespodziankę i czasami zdarza się, że mogę poczuć się jak odkrywca nowych miejsc na mapie docierając do ciekawego obiektu. Jak było tym razem? Przeczytajcie o tym za chwilę.

Jechałem na południowy wschód wąską drogą asfaltową która wymagała chwilowych podjazdów po których można było się bardziej rozpędzić zjeżdżając w dół. Dotarłem po chwili do Starosiedlic i niestety okazało się, że dworek zaznaczony na mapie znajduje się we własności prywatnej. W pewnym sensie lepsze to, niż jakby miał niszczeć. Niestety nie było nic widać z za płotu lub bardzo niewiele. Tym razem musiałem jechać dalej i zabytek z końca XIX wieku pozostał dla mnie nadal tajemnicą. W tym miejscu niespecjalnie przyjrzałem się mapce i odbijając za późno w prawo dotarłem do nowo budowanej obwodnicy Iłży która zepchnęła mnie na drogę krajową nr 9 którą przez pomyłkę przejechałem jeszcze około dwustu metrów w stronę Radomia. Na szczęście zorientowałem się, że coś jest nie tak bo inaczej cel wycieczki zostałby daleko za moimi plecami. Zawróciłem i ruchliwą krajówką wjechałem po kilku chwilach do Iłży.

Miejscowość ta była przeze mnie odwiedzana podczas pieszych wędrówek oraz wycieczek samochodem, pierwszy raz dotarłem tutaj rowerem. Było już kilka minut po godzinie piętnastej i nie miałem zbyt dużo czasu na podziwianie wszystkich uroków tej miejscowości, nie mniej jednak zostałem tutaj około godziny czasu.

Ta urokliwa miejscowość jest bardzo wartościowym punktem na turystycznej mapie regionu. Można obejrzeć wspaniałe zabytki takie jak: ruiny zamku biskupów krakowskich z XIV wieku (ze wzgórza zamkowego piękna panorama na całą okolicę), Kościół farny Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny – pierwotnie wzniesiony w 1326 roku, ponownie w 1603 roku z fundacji Marcina Szyszkowskiego, Kościół Św. Ducha z 1448 roku, Dawny Budynek Szpitalny z XVIII wieku, grodzisko Kopiec Tatarski z XII wieku, dwudziestowieczne kamieniczki przy rynku. W bliskim sąsiedztwie znajdują się także wąwozy lessowe i zalew z kąpieliskiem.

Ja obejrzałem najpierw Kościół farny a następnie udałem się nad zalew. Pod drodze mijałem pielgrzymki idące na Jasną Górę w Częstochowie. Nad zalewem zjadłem zapiekankę i pojechałem na zamek. Wdrapałem się po stromych schodach z rowerem. Na placu przed zamkiem zorganizowana była meta zawodów biegowych i grała głośna muzyka. Samego zamku nie mogłem zwiedzać ponieważ teren został odgrodzony przez prace budowlane mające na celu odbudowę części zabytkowej budowli. Kilka minut po godzinie szesnastej zacząłem podróż powrotną. Zegarek zamontowany na kierownicy pokazał, że przejechałem już 50 kilometrów a przede mną był jeszcze zbliżony dystans.

Nie chciałem jechać ruchliwą trasą i wybrałem tradycyjnie lokalne ścieżki na których ruch był zdecydowanie spokojniejszy. Teraz słońce miałem za plecami i wiatr dodatkowo też pomagał pokonywać kolejne kilometry. Jechałem wzdłuż Iłżanki przez miejscowości Jedlanka Stara, Jedlana Nowa aż dotarłem do Wólki Gonciarskiej mając za sobą około trzynaście kolejnych kilometrów. Zatrzymywałem się tylko na chwilę, żeby „nauczyć się mapy”, czyli zapamiętać najbliższą drogę z zakrętami i skrzyżowaniami. Zwracam uwagę na punkty charakterystyczne takie jak, ukształtowanie terenu, mijane lasy, rzeczki, kapliczki itp. Pomaga to bardzo w nawigacji w terenie i przyśpiesza jazdę, żeby co chwila się nie zatrzymywać i nie tracić czasu. Oczywiście mógłbym użyć nawigacji GPS w zegarku ale nie zawsze jest skuteczna w terenie i daje mniej frajdy z jazdy, dlatego chętnie nawiguję z mapą przyczepioną do mapnika na kierownicy.

Gdy z Wólki Gonciarskiej odbiłem w lewo na północ wiatr znowu dał o sobie znać, tym razem wiejąc nieco w bok. Szybko pokonywałem kolejne miejscowości zatrzymując się raz na jakiś czas aby znowu zerknąć na mapę. Minołem rzeczkę Kobylankę i wjechałem do Odechowa, gdzie zrobiłem krótką przerwę przy neogotyckim Kościele Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny wybudowanym w latach 1459-1560 i przebudowanym w dwudziestym wieku. Zjadłem ciasto i przelałem wodę z bukłaka na plecach do bidonu i pojechałem dalej. Minąłem Odechowiec, Klonowiec i pomyślałem, że jeszcze nie obszczekał mnie żaden pies a kilka z nich już mijałem. Jak pomyślałem tak za niespełna minutę z bramy wyskoczył pies i głośno szczekając zaczął mnie gonić. Nawet nie zdążyłem się zatrzymać (mam taki zwyczaj) i musiałem przed nim już uciekać. Dziwne, że wywołałem go chyba moimi myślami, które nasunęły mi się patrząc na otwarte bramy do gospodarstw we wsi. Pies po chwili odpuścił a ja pojechałem bezpiecznie dalej. Zbliżałem się do Makowa, gdzie wcześniej na mapie widziałem kolejny zabytkowy pałac zaznaczony na czerwono. Czy tym razem też będzie w rękach prywatnych? Z takimi myślami dostrzegłem piękny park dworski i zacząłem kluczyć szukając dojazdy do zabytku.

Tym razem okazało się, że pałac w Makowie spełnia funkcję szkoły podstawowej i można wjechać na jego teren przez otwartą bramę i podziwiać zabytek z bliska co mnie bardzo ucieszyło. Moim oczom ukazał się zespół dworsko-folwarczny z XVIII wieku.

„Zespół dworski i folwarczny powstawał w okresie późnego klasycyzmu, na przełomie XVIII i XIX wieku. Prawdopodobnie budowany był w kilku etapach. W skład wchodzą zespołu wchodzą: murowany, parterowy DWÓR z facjatkami i wieżą. W holu, salonie i pokojach zachowała się bogata dekoracja sufitowa z 1860 – 1870 roku. Oficyna pochodzi z pierwszej Połowy XIX wieku, murowana przylegająco do dworu Spichlerz wymurowany został w końcu XVIII wieku w kształcie prostokąta. Od frontu spichlerza znajduje się ganek z dwoma kolumnami i trójkątnym szczytem. W budynku znajdują się bardzo ładne ostrołukowe okna i belkowany strop. Lamus prawdopodobnie pochodzi z pierwszej połowy XIX w. prostokątny, murowany, parterowy. W krótszym boku znajdującym się od strony alei wjazdowej istnieją wsparte na kolumnach arkady. Gorzelnia została wybudowana w XIX wieku. Pozostały po niej ruiny, które bardziej przypominają stare zamczysko niż zakład. W XVII wieku dobra należały do Aleksandra Wielowieyskiego. W 1827 roku była to wieś rządowa. W 1885 roku wybudowano tu młyn wodny, wiatrak i rzeczoną gorzelnię. Na przełomie XIX-XX wieku posiadłość była w rękach rodziny Czarnowskich, herbu Grabie i to za ich czasów został wybudowany dwór. W 1930 roku majątek liczył 401 hektarów, są to czasy włodarzenia Karola Czarnowskiego. Po wybuchu II wojny światowej i wkroczeniu Niemców, Czarnowscy zostali wypędzeni z majątku. Po wojnie dobra znacjonalizowano, budynki folwarczne wraz z gorzelnią przekazano PGR-owi. Obecnie w dworze mieści się szkoła podstawowa, budynek okala 2,5 ha park, założony w XIX wieku.” Źródło. www.skaryszew.pl

Bardzo ucieszyłem się, z podziwianych zabytków. Obszedłem dworek dookoła i pospacerowałem po parku czytając historię pałacyku w telefonie. Kolejny raz udało mi się okryć piękne miejsce w bardzo bliskim sąsiedztwie Radomia. Szkoła świetnie nadawałaby się na plan niejednego filmu. Szkoda mi było jechać dalej ale godzina osiemnasta spowodowała potrzebę dalszej jazdy w stronę domu. Minąłem Małęczyn, gdzie zatrzymałem się na chwilę przy pomniku upamiętniającym białoruskich pilotów, którzy zginęli w katastrofie lotniczej samolotu SU-27 podczas pokazów Air Show w 2009 r.

Dość szybko przy słońcu chylącym się coraz bardziej ku zachodowi wjechałem do Radomia, gdzie nowymi ścieżkami rowerowymi przy Al. Wojska Polskiego i ul. Żółkiewskiego dotarłem kilka minut po godzinie dziewiętnastej do domu. Wycieczka trwała ponad sześć godzin i była bardzo udana. Po drodze widziałem wiele ciekawych miejsc przejeżdżając 96 kilometrów. Ostatnie z nich przy mocno rozgrzanych mięśniach mijały mi bardzo przyjemniej tak jakby organizm chciał powiedzieć, że chciałby pojechać dalej. Zachęcam Cię drogi czytelniku do poznawania miejsc w sąsiedztwie swojego zamieszkania a na pewno odkryjesz wiele ciekawych miejsc tak było i tym razem w moim przypadku.