wedrowki.radom.pl

Augustów – Garbatka Letnisko 20 km. 29.XII.2008

         Od dłuższego czasu nie byliśmy już na pieszej wędrówce. Dzień 29 grudnia 2008 jako jeden z ostatnich dni odchodzącego już roku postanowiliśmy spędzić przemierzając Puszczę Kozienicką z Augustowa do Garbatki Letnisko. Na trasę wyruszyło cztery osoby: Łukasz, Dobry, Jarzombek i Karol. Spotkaliśmy się w umówionym miejscu niedaleko dworca PKP w Radomiu około godziny 6:35 rano, następnie po odczekaniu stosownego czasu ruszyliśmy w pełni sił busem (6:50) z Radomia jadącego do Kozienic. Około godziny 7:35 wysiedliśmy z ciepłego busa w Augustowie. Zimowy mroźny dzień leniwie budził się do życia. Podczas podróży zrobiło się już trochę widno, więc na szlak ruszyliśmy w dobrych humorach i w pełni sił. Temperatura powietrza wynosiła -2 stopnie Celsjusza, natomiast temperatura odczuwalna była ok. – 5 stopni Celsjusza. Po krótkim zorientowaniu mapy ruszyliśmy w drogę. Powietrze choć mroźne po jakimś czasie, gdy zeszliśmy z ulicy w Augustowie w stronę lasu przez pola stawało się coraz bardziej czyste. Chłód tak doskwierający zaraz po wyjściu z busa przestawał nam już przeszkadzać dzięki w miarę szybkiemu marszowi.
      Gdy weszliśmy w pierwszą ścianę Puszczy Kozienickiej oczom naszym ukazał się piękny widok zimowego lasu pogrążonego jakby w śnie, ale jednocześnie każdy z nas mógł zauważyć jego oryginalne i ciche życie. Zewsząd dobiegały do naszych uszu odgłosy natury: szum drzew, krzyk jakiegoś ptaka, trzaskanie gałęzi to wszystko przygłuszane naszymi krokami po niezwykle zmarzniętej ziemi współgrało z otaczającą nas puszczą. Po pewnym czasie zatoczyliśmy nieznaczny półokrąg i z powrotem znaleźliśmy się przy polach Augustowskich na skraju Puszczy. Po kolejnym zorientowaniu mapy zdecydowaliśmy się już na konkretny kierunek w stronę rezerwatu przyrody Brzeźniczka. Podążając przez ścieżki rezerwatu przyrody doszliśmy do puszczańskiego traktu oznaczonego na mapie jako czarny szlak rowerowy. Wędrowaliśmy tym szlakiem do leśniczówki nieopodal kolejnego już na naszej drodze rezerwatu przyrody Źródło Królewskie. Na terenie rezerwatu postanowiliśmy zrobić krótki odpoczynek. Skorzystaliśmy z drewnianych konstrukcji zbudowanych dla turystów chcących podziwiać podmokłe tereny doliny rzeki Zagożdżonki. Po nabraniu kolejnych sił do dalszej wędrówki ruszyliśmy w drogę po drewnianych pomostach umożliwiających przejście przez bagienne tereny w bliskim sąsiedztwie wspomnianej już prze zemnie rzeki. Mimo pochmurnego dnia i koloru szarego całej roślinności przekonałem się tego dnia, że to miejsce jest bez względu na porę roku niezwykle ładne i dzikie. Dodatkowym atutem terminu naszej wyprawy był fakt, że po drodze nie spotkaliśmy nikogo od Augustowa. Mogliśmy podziwiać niczym nie zakłócona przyrodę, pominąwszy nasze wesołe rozmowy i dyskusje na wiele tematów.
      Od rezerwatu przyrody Źródło Królewskie dalszą drogę kontynuowaliśmy idąc niebieskim szlakiem turystycznym w stronę wsi o ciekawej nazwie Kajzerówka. Przed samą wsią natrafiliśmy na dość stary i znacznie już zniszczony most na rzece Zagożdżonce. W tym miejscu zrobiliśmy kolejny postój. Okolica starego mostu była ciekawa. Z jednej strony mostu znajdował się mały zalew, pod mostem mała zapora a po drugiej stronie zagroda z opuszczonymi zabudowaniami. Od pewnego czasu na trasie naszej wędrówki pojawiło się początkowo dość nieśmiało, później coraz obficiej słońce. Temperatura powietrza nie była już taka niska jak zaczynaliśmy rajd w Augustowie. Promienie słońca pozwoliły nam na ciekawsze skomponowanie kadrów fotografii wykorzystując lepsze światło. Jednocześnie cały czas byliśmy świadomi tego, że grudniowe dni są jedne z najkrótszych w roku i zmrok zapada o wiele wcześniej niż w miesiącach letnich. Postanowiliśmy ruszyć w dalszą drogę.
      Wkroczyliśmy w pierwsze zabudowania Kajzerówka. Oczom naszym ukazały się interesujące zabudowania domów. Rzucał się w oczy ładny i nowy dom z drewna. Po drodze mijaliśmy też otwartą bramę z napisem informującym o zakazie wstępu. Ogólna uwagę zwróciły na nas stare drewniane domy pomalowane fantazyjne w pastelowe barwy. Kajzerówkę minęliśmy w szybkim tempie idąc wciąż dalej niebieskim szlakiem. Po drodze mijaliśmy zamarznięte kałuże wody. Po kilku kilometrach oczom naszym ukazało się ognisko przy samym szlaku którym wędrowaliśmy. Najciekawsze jest to, że przy ognisku nikogo nie było a na patyku była nadziana kiełbaska i w najlepsze się piekła na ogniu. Rozwiązania długo nie trzeba było szukać, ponieważ szybko się zorientowaliśmy, że to ognisko ludzi którzy nieopodal zajmowali się wycinką drzew. Kilka metrów dalej zostawili oni także swoje ubrania i torby, przekonani zapewne, że nikt o tej porze roku nie będzie przechadzał się po lesie. Po pewnym czasie trafiliśmy na pomnik upamiętniający poległych żołnierzy AK i BCH w okolicach Molend. Pryz pomniku który był bardzo zadbany zrobiliśmy kilkuminutowy postój. Wieś Molendy minęliśmy prawie bokiem nie zagłębiając się zbytnio do centrum. Po paru chwilach marszu znaleźliśmy się na terenie trzeciego już na naszej trasie rezerwatu przyrody, który nosił oryginalna nazwę: Krępiec. Rezerwat ten znajduje się już w sąsiedztwie Garbatki Letnisko, naszej ostatniej miejscowości na trasie.
      Do Garbatki Letnisko weszliśmy od strony zalewu na rzeczce Krypianka. Przy zalewie zrobiliśmy także chwilowy postój a następnie ruszyliśmy już ulicami Garbatki w stronę dworca PKP. Po drodze oczom naszym ukazał się niezwykły dom. Zbudowany był w stylu amerykańskim. Padło hasło, że wygląda intrygująco podobnie do domów w horrorach. Po bliższym przyjrzeniu dostrzegliśmy bardzo dużą liczbę kapliczek na drzewie, co najmniej po trzy na jednym pniu. Przed samym głównym wejściem w bramie znajdowała się także jedna duża kamienna kapliczka. Nie wiemy czy to przejaw niezwykłej religijności mieszkańców, czy może z obawy przed niewyjaśnionymi zjawiskami domownicy umieścili taka ilość kapliczek. Woleliśmy nie sprawdzać odpowiedzi na nasze pytania i czym prędzej pomaszerowaliśmy dalej. Przed samym odjazdem pociągu przeżyliśmy jeszcze jedna ciekawa przygodę o której czytelnik może się przekonać na naszych fotografiach. O godzinie 14:38 odjechaliśmy z Garbatki Letnisko pociągiem osobowym w stronę Radomia.
      Rajd ten liczył niespełna 20 kilometrów, ze względu na krótki zimowy dzień nie pozwalający na dłuższe wędrówki z obawy o szybkie zapadnięcie zmroku. Jednakże mimo krótkiej trasy myślę, że wędrówka zmęczyła odpowiednio nas wszystkich. Dzięki temu wyjazdowi mogliśmy odetchnąć świeżym puszczańskim powietrzem, posłuchać leśnej głuszy i podziwiać piękno otaczającej nas przyrody. Niewielkim kosztem zyskaliśmy tak wiele, uważam, że warto częściej wyruszać na takie wyprawy, będące odskocznią od codziennego życia w dużym mieście.
waszkawaszka

map14